Z Januszem Szewczykiem, właścicielem fabryki okien drewnianych, aluminiowych i PVC, rozmowa o historii, rozwoju i bieżącej sytuacji.
Firma Szewpol Plus działa od 1992 roku, w tym roku obchodzicie Państwo jubileusz 15-lecia istnienia firmy. Jesteście jednym z najstarszych i największych producentów okien z PVC w systemie KBE w Polsce. Jakie są Pana spostrzeżenia i doświadczenia związane z działalnością w tej branży patrząc na nią z perspektywy 15 lat?
Na początku małe sprostowanie. Otóż istotnie, historia Szewpolu sięga 15 lat natomiast Szewpol plus, 10 lat. Z tego wynika, iż obchodzimy w tym roku podwójny jubileusz: 15 lecie założenia Szewpolu oraz 10-lecie funkcjonowania Szewpol plus. Ale powracając do zasadniczej części pytania sądzę, że branża w tym okresie doświadczyła ogromnego postępu, zarówno pod względem samych procesów technologicznych, co zasadniczo przekłada się na jakość oraz ilość wyprodukowanych okien, jak również ogromną zmianę można było obserwować w samej kulturze sprzedaży i prezentacji wyrobów.
Posiadacie Państwo bardzo dobrą lokalizację geograficzną, firma jest zlokalizowana na południowym-wschodzie, tuż przy granicy z Ukrainą, czyli blisko perspektywicznego rynku zbytu. Czy ta lokalizacja przekłada się na zamówienia z tego rynku?
Mając na uwadze rynek ukraiński, owszem jest to zarówno duży, jak i też perspektywiczny rynek, lecz niestety obarczony pewnym ryzykiem oraz niestabilnością w dużej mierze podyktowaną wpływami politycznymi, które mają niestety jeszcze ogromny wpływ na życie gospodarcze, stąd też nasza współpraca z tym rynkiem przebiega jak po amplitudzie.
W I połowie tego roku był widoczny znaczny wzrost sprzedaży spowodowany prawdopodobnie krótką i ciepłą zimą, w II połowie roku ta dynamika jakby osłabła, czy potwierdza Pan te tendencje?
J.Sz: Jeżeli chodzi o rynek PVC to zgadzam się z Pańskim stwierdzeniem, natomiast nieco odmiennie wygląda rynek stolarki drewnianej, tutaj zauważalna jest dynamika wzrostowa.
Jak Pan ocenia sytuację na rynku okiennym obecnie i w perspektywie najbliższych 5 lat?
Uważam, że w dużej mierze rynek okienny w Polsce jest obecnie jeszcze rynkiem niskich cen. Te tendencje niewątpliwie przejawia rynek dealerski, nierzadko klient indywidualny, jak również inwestycyjny, zwłaszcza w segmencie stolarki PVC. Natomiast mam nadzieję oraz oczekiwania, że te praktyki powoli ulegające pewnym pozytywnym zmianom będą zmierzały w kierunku wymiernych korzyści dla odbiorcy końcowego, jak chociażby wyższego standardu oferowanych wyrobów.
Czy prowadzona przez Pana sprzedaż okien bezołowiowych ma wpływ na dynamikę sprzedaży?
Wydaje mi się, że zbyt mało czasu upłynęło od początków kampanii reklamowej „Greenline” oraz naszej własnej, aby można było takie tendencje zauważyć. Uważam, że taki temat jak okna bezołowiowe, dojrzewa w świadomości ludzkiej nieco dłużej i tutaj jestem dobrej myśli jeżeli chodzi o czas przyszły.
Największym problemem w zakładach produkcyjnych w naszej branży jest brak pracowników, czy w obszarze, w którym Pan działa te tendencje są widoczne?
W przypadku wykwalifikowanych pracowników były one odczuwalne od dawna, natomiast w tym sezonie dało się to również odczuć na stanowiskach z mniejszymi wymaganiami kwalifikacyjnymi, co skłoniło nas do zatrudnienia bezpośrednio na wydziałach produkcyjnych kobiet.
Szereg właścicieli firm produkujących stolarkę twierdzi, że wzrost sprzedaży na polskim rynku stolarki budowlanej to wynik wzrostu eksportu. Czy podziela Pan te spostrzeżenia?
Myślę, że nie należy tego zjawiska generalizować. Niewątpliwie taka tendencja występuje szczególnie wśród większych fabryk, z drugiej zaś strony mamy ożywienie gospodarcze, które w jakimś stopniu przyczynia się do wzrostu sprzedaży okien na rynku rodzimym i wszystko wskazuje na to, że tendencje te utrzymają się jeszcze przez dłuższy czas.
Co chciałby Pan przekazać naszej branży przy okazji tego wywiadu?
Życzę wszystkim, aby sprzyjające klimaty w gospodarce towarzyszyły nam nieprzerwanie.



