Matplastz Nowej Rudy na Dolnym Śląsku zajmuje się produkcją okienprostokątnych, łukowych i nietypowych z profili PVC oraz aluminium.Specjalizuje się również w produkcji nietypowychkonstrukcji okiennych takich jak koła, elipsy, trójkąty,trapezy. Firma działa konsekwentnie i skutecznie od 1998 r., a 10 lat todobra okazja aby poznać bliżej założyciela i właściciela firmyArtura Kołodzieja.
Jakto się w ogóle zaczęło, produkcja okien?Jak wielu przedsiębiorców, zacząłemdziałalność gospodarczą w innej branży. Był to handel odzieżąskórzaną na dość dużą skalę. Biznes był bardzo dobry,ale wiedziałem, że przyjdzie moment, w którym to sięskończy. W 1996 r. u jednego z moich dostawców zobaczyłemwymianę okien na okna PVC, był to system Panorama. To był moment,od którego zacząłem interesować się branżą. W styczniu1998 nabyłem obiekt po byłej stolarni i zacząłem własnąprodukcję. Od samego początku szukałem właściwych iprofesjonalnych dostawców. Nie kierowałem się jedynie ceną,interesowały mnie firmy o wysokiej jakości i uznanej marce.Początki były bardzo skromne, 5 pracowników produkcji, 2montażystów, i ja w roli handlowca i technologa. Dwa latapóźniej zaprojektowałem i zbudowałem pierwszą linie dogięcia i uruchomiłem produkcję okien łukowych.Jaki jest Pana stosunek do partnerówbiznesowych?Mam założenie współpracy z dobrymipartnerami, tak, aby móc się skupić na produkowaniu isprzedaży, a wyeliminować problemy z jakością i terminowościądostarczanych półproduktów. Nasi dostawcy, to przedewszystkim nasi partnerzy, dzięki którym uzyskujemyodpowiednią jakość, zachowujemy terminy, co ma ogromne znaczeniedla naszych klientów. Praktycznie współpracuję z tymisamymi dostawcami od początku do dzisiaj.Klient też się uczy, wszyscy sięuczymy...Ludzie się uczą, że nie jest sztuką kupićcoś tanio. Zmienia się też proporcja kosztów robocizny dokosztów materiałów. Kiedyś domy budowało się zwłasnoręcznie zrobionych pustaków, tynkowało sięjakkolwiek i siłę fachową stanowiła na ogół „złotarączka”. Przy tak niskich kosztach okna musiały być jaknajtańsze. Dzisiaj takich domów buduje się coraz mniej. Przykosztach rzędu 400 – 500 tysięcy złotych i więcej zupełnieinaczej wygląda te kilkanaście tysięcy za stolarkę. Klienciuświadamiają sobie, że oszczędność 2-3 tysięcy między tanim,a dobrym może potem wiele kosztować, że okna trzeba kupić ukogoś, kto te okna będzie serwisował, u kogoś, kto daje szansę,że będzie funkcjonował przez następne 10 lat. Taka jest mojapolityka, polityka stabilności dostawy, polityka jakości produktów.
Waszą specjalnością wydaje się byćobsługa firm budowlanych, inwestorów zastępczych...?
Obserwując rynek niemiecki, jestem przekonany,że firmy budowlane również w Polsce, będą z czasemgłównymi odbiorcami stolarki okiennej. Coraz mniej jestwymian, a więcej montaży w nowych obiektach, którymi zajmująsię tego typu firmy. Współpracując z firmami budowlanymipomagamy im we wszelkiego rodzaju problemach, łącznie z udziałemna etapie projektowania stolarki. Każdy fachowiec budowlany wie,jakie mogą pojawić się kłopoty, kiedy projektant ma mniejszedoświadczenie i wyczucie w sprawach stolarki. W ostatnim okresiewidoczna jest ewolucja firm budowlanych pod względem ich jakości,stabilności i płynności finansowej. Firmy te staja sięsolidnymi partnerami pod każdym względem. Stworzyliśmy specjalnysystem współpracy i relacji między nami oparty o obopólnekorzyści, który zyskał uznanie wśród wielu naszychparterów.Dzisiaj firma Matplast to uznaneprzedsiębiorstwo, ma Pan jakąś specjalną metodę na prowadzeniewłasnej firmy?Nie wiem czy mam „specjalna metodę”. To,co robimy podporządkowane jest dwóm głównymkryteriom. Jednym z nich jest osiąganie wyznaczanych celów,drugim budowanie jakości we współpracy z klientami za pomocąjakości produktów i usług oraz za pomocą fachowości naszejkadry. Ponieważ współpracębudujemy na własnej kadrze bez budowy sieci dealerskiej,bezpośrednio dbamy o jakość opieki nad klientemTo wyznacza kierunki większości naszych działań. Nie wiem czymożna inaczej osiągać stabilny rozwój. Tak zdecydowałem imam dowody, że oparcie się na tych wyznacznikach przynosi efekty.Jak udał się Wam 2007 rok?Nie było oddechu. Pod koniec grudnia 2006pracowaliśmy na pełnych obrotach. W styczniu kilka dni odpoczynku,a po 15 stycznia zrobiło się cieplej i rozpoczął się bum woknach, który trwał do końca roku. 2008 rok zaczął sięnam w podobny sposób, styczeń i luty był dobry, a marzecbył miesiącem takiego troszeczkę przystopowania. Kwiecień zamknąłsię w planie. Ale widać, że rok 2008 będzie bardziej podobny doroku 2006 niż 2007. W tym roku widać ponownie tendencję sezonowychwzrostów i spadków sprzedaży, ale czy tak będzie wprzyszłości trudno określić. Działamy elastycznie.Cierpi Pan na naszą branżową "chorobęzawodową"?Każdy z branży chyba cierpi. Jeżdżąc naprzykład przez Niemcy obserwuję podobieństwa rozwiązań, ale jużwe Włoszech z ciekawością wyłapuje odmienności...Tak na zakończenie... Co poza pracą Pana"kręci"Przede wszystkim narty, więc ich w sezonie niewyciągam z samochodu. Powiem więcej, jestem właścicielemnowoczesnego ośrodka narciarskiego w uzdrowiskowym Lądku Zdroju ijeżdżę u siebie. Serdecznie też zapraszam innych pasjonatównarciarstwa, tym bardziej, że przygotowane stoki zawsze sąoświetlone, zaśnieżone i porządnie wyratrakowane. Jak nie maśniegu, to głównie enduro. Enduro to przede wszystkimogromny wysiłek fizyczny, zmaganie się z błotem, z bagnem, z wodą.To niezły trening osobowości (śmiech).
rozmawiał Andrzej Kubickiredaktor naczelnyoknonet.pl



