20 lat minęło... jak jeden dzień. Na początku jeździli Tarpanem i używali maszyny do pisania. Z czasem zamienili to na Mercedesa Sprintera i komputery. W trakcie wielu lat w branży między innymi powołali do życia firmę BIG Tor. O tym, co jeszcze w trakcie tych dwóch dekad się wydarzyło i jak świętowali dwudzieste urodziny firmy, rozmawiałem z Prezesem Kolbudu, Piotrem Grykałowskim.
Marcin Wilk: 20 lat minęło… Można by zaśpiewać. Co zmieniło się od początku?
Piotr Grykałowski: Można i dokończyć… jak jeden dzień. To prawda. Oglądając się wstecz do 1990 roku, było to tak dawno, a jednocześnie jakby wczoraj. Za szybko to minęło, zwłaszcza, że te początki były bardziej interesujące, pionierskie, wszyscy się uczyli i szukali swojego miejsca na ziemi. Dużo wyjazdów zagranicznych w poszukiwaniu partnerów, a przy okazji zwiedzanie Europy i poznawanie świata ustabilizowanego, gdzie nikt nigdzie się nie spieszył, a my nieustannie za czymś biegaliśmy. Miłe wspomnienia. Co się zmieniło od początku ? Wszystko! Poza nazwą Firmy.
KOLBUD pozostał, a z nim oczywiście wielu oddanych pracowników, bez których nie byłoby firmy. Początki działalności to pierwszy samochód służbowy marki Tarpan, którym do południa woziło się materiały budowlane na budowę,. Prowadziliśmy wtedy jeszcze roboty budowlane, po południu zaś jeździło się tarpanem do Poznania po bramy garażowe, później z powrotem do magazynu w Bydgoszczy, mieszczącego się w garażu prywatnym, i rano znowu do pracy. Biuro – było to jedno pomieszczenie wyposażone w maszynę do pisania, telefon stacjonarny i faks z wkładem atramentowym rolkowym. Dzisiaj standardem w firmie jest telefon komórkowy – posiada go 90% pracowników – laptop dla pracowników mobilnych, samochód służbowy dostawczy marki Mercedes Sprinter, nowoczesny system informatyczny SAP BO, integrujący pracę miejscowych i zamiejscowych pracowników na jednym firmowym serwerze i w czasie rzeczywistym, forum firmowe na platformie internetowej, służące wymianie informacji oraz realizacji procedur ISO, zakładowy system zarządzania jakością ISO 9001:2008 i jeszcze parę innych. Jeśli chodzi zaś o prowadzenie firmy na rynku konkurencyjnym, mam odczucie, że w latach dziewięćdziesiątych poprzedniego stulecia było – paradoksalnie – łatwiej.
Wprawdzie był to czas objaśniania, edukowania i przekonywania klientów do produktów bramowych i przeładunkowych, a same produkty były relatywnie droższe niż obecnie, to ogromną satysfakcję czerpało się z tego, że klient został pozyskany fachowością obsługi, jakością produktu, a na końcu ceną. Nie było marketingu powszechnego, bo nie było Internetu. Były za to targi, takie jak BUDMA w Poznaniu, na których poznawało się przyszłych klientów. Oczywiście było też mniej firm zdolnych dostarczać te produkty, a więc i przestrzeń do działania była większa. Marże sprzedażowe były wyższe, co pozwalało rekompensować drobne potknięcia własne i klienta. Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Dzisiaj wszyscy mogą dostarczyć urządzenia bramowe i przeładunkowe, dzisiaj każdy posiada własną stronę internetową. Są obecni w Polsce wszyscy możliwi producenci z Europy. Są również producenci krajowi. Jest bardzo duże nasycenie rynku, nakłada się na to kryzys ostatnich dwóch lat i pojawia się silna presja na obniżanie ceny. Cena zaś nie zawsze idzie w parze z jakością. Jest to problem, który dostrzegamy podczas serwisowania urządzeń różnych dostawców. Pierwszorzędne, jak sądzę, znaczenie będzie miał dobry i sprawny marketing prowadzony w internecie.
Firma z tradycją, ale nie produkujecie. Dlaczego?
To nie jest tak do końca. Przygodę z produkcją KOLBUD miał, może nie wprost, ale pośrednio poprzez powołanie w połowie lat dziewięćdziesiątych firmy produkującej bramy, firmy BIG Tor. BIG Tor z powodzeniem wytwarza do dzisiaj produkty, których odbiorcą i dystrybutorem jest również KOLBUD, który już w zamierzeniu powołany został do życia, jako firma usługowo-handlowa. Może jest to więc problem mentalny? Zresztą jest jeszcze wiele dobrego do zrobienia na polu usług.
Przejdę do sedna sprawy. Gdzie odbyła się uroczystość z okazji 20-lecia firmy i co się na niej działo?
Uroczystość odbyła się w dniach 24-26.09.2010 w Runowie Krajeńskim w Zespole Pałacowo-Parkowym. Jest to przepiękny Pałacyk położony w ogromnym parku, w pobliżu którego znajduje się 11 jezior i ruiny zamku z XIII wieku.
Ostatni taki wyjazd firmowy miał miejsce trzy lata temu, dlatego też szczególny nacisk położyliśmy na integrację pracowników i partnerów firmy, którzy nie mają wielu okazji do wspólnych spotkań po pracy, chociażby z racji odległości dzielącej nasze oddziały z siedzibą. W Runowie udało nam się zebrać w zdecydowanej większości. Mieliśmy czas na wspólną zabawę, był też czas na wspólne nicnierobienie, pełen relaks. Główną atrakcją był paintball, na który zdecydowała się większość pracowników. Atrakcja ta okazała się strzałem w dziesiątkę. Po minach uczestników można było wnioskować, że duch ich rywalizacji i walki wziął górę nad zmęczeniem i fizycznym wyczerpaniem kilkugodzinną grą. Pogodę mieliśmy idealną, jak na zamówienie, co również sprzyjało integracji i odpoczynkowi na świeżym powietrzu. Wieczorem oczywiście bawiliśmy się przy suto zastawionych stołach z dobrą muzyką w tle. Można powiedzieć, że zabawa trwała do białego rana. Podsumowując, myślę, że wszyscy są bardzo zadowoleni z wyjazdu. Mam głęboką nadzieję, że będziemy mogli sobie częściej pozwalać na tego typu imprezy.
Dużo gości pojawiło się w Runowie?
Jeśli chodzi o gości, zaprosiliśmy przede wszystkim partnerów handlowych firmy. Impreza była wyjazdowa i miała też charakter w dużej mierze integracyjny. Zależało nam, aby poznać się z koleżeństwem z oddziałów zamiejscowych, od niedawna zatrudnionym w firmie. Na co dzień nie ma takiej okazji do spotkań. Taka jest niestety specyfika naszej pracy.
Czy był czas na tematy o pracy?
Nie, zdecydowanie nie. Żadnych przemówień, prelekcji ani podsumowań. Pracy mamy aż nadto na co dzień. Właściwie zależało nam, aby o niej zapomnieć chociaż przez te dwa dni. Myślę, że tak się należało i chyba się udało. Wszyscy byli zadowoleni, choć mocno zmęczeni.
Z dobrych źródeł wiem, że zabawa się udała. Jak Pan uważa, czy takie inicjatywy wpływają pozytywnie na relacje ludzi w firmie?
Imprezy integracyjne są potrzebne w każdej firmie. Jakość tych imprez zależy nie tylko od dobrej organizacji, ale przede wszystkim od samych pracowników i relacji, które powstają między nimi. Nasz wyjazd, jak już wspomniałem, był dobrą okazją na bliższe poznanie nowych pracowników i wspólną integrację. W pracy, jak to w pracy, każdy skupia się na zadaniach, na dotrzymaniu terminu umów itp., nierzadko zdarzają się spięcia. Spotkanie w Runowie pozwoliło wszystkim choć na chwilę zapomnieć o obowiązkach służbowych, mogliśmy odetchnąć i się wyluzować. Można powiedzieć, że czas się na chwilę dla nas zatrzymał. Byliśmy tylko my, niczym się nie przejmowaliśmy, żadne problemy nas nie sięgały.
Lepiej współpracuje się z kimś, kogo się miało okazję poznać nie tylko na płaszczyźnie zawodowej. Niby to tylko trzy dni, a myślę, wręcz jestem głęboko przekonany, że zmieniły wiele w naszej firmie. Oczywiście na plus. To miłe, kiedy pracownik przychodzi uśmiechnięty do pracy i pozytywnie wspomina imprezę. Nie od dziś wiadomo, że ciężko wszystkich zadowolić. My akurat mieliśmy to szczęście, nam się udało. Życzę sobie i wszystkim pracownikom, aby te nastroje i dobre relacje przetrwały jak najdłużej i abyśmy mogli pozwolić sobie na więcej takich spotkań w kolejnych latach.
Reasumując… Po 20 latach, jako doświadczony „wyjadacz”, co Pan planuje? Jaka przyszłość przed Kolbudem?
Jeśli chodzi o plany na przyszłość, to trudno je precyzyjnie określić w dłuższej perspektywie czasowej. Ma na to wpływ ogromna dynamika zmian zachodzących w otaczającej nas rzeczywistości rynkowej. Musimy te zmiany nieustannie obserwować, reagować i dostosowywać się do nich. Jeśli się zagapimy, wypadniemy z rynku. Niemniej jednak podstawowe założenia strategii firmy pozostają niezmienne od kilku lat – jest to umacnianie pozycji handlowej w głównych ośrodkach przemysłowych kraju oraz zwiększanie opieki serwisowej nad dotychczasowymi klientami firmy. Trzymamy się przy tym zasady zrównoważonego rozwoju, która chroni nas przed możliwością utraty wizerunku i marki, budowanych żmudnie od dwudziestu lat. No i mamy w planie budowę nowej i większej siedziby firmy. Projekt jest, miejsce też, tylko finanse jeszcze nie pozwalają na uruchomienie inwestycji.
Dziękuję za wypowiedź dla naszych czytelników i życzę szybkiej realizacji planów oraz utrzymania dobrej atmosfery w firmie.
red. Marcin Wilkoknonet.pl



