W 1990 roku założył Firmę, która nie bez powodu została laureatem nagrody Kryształowy Profil za 2006r. Dzięki jakiej wiedzy stworzył podmiot tak ceniony za jakość i techniczny poziom? Z typową dla siebie otwartością i swobodą opowiada Waldemar Filipowsky.
Andrzej Kubicki: Dlaczego ta branża, jak to się stało?
Waldemar Filipowsky: Poniekąd brat mnie w tą branżę "wepchnął". Przez 3 lata szkoły średniej, którą kończyłem w Niemczech, pracowałem podczas wakacji w Heroalu. Na wzorcowni poznałem rolety i profile okienne. Jak wszystko u nas przewróciło się do góry nogami to byłem na "Uniwerku" i postanowiłem to wykorzystać. Niemiecki znam perfekcyjnie, rosyjski miałem opanowany na dobrym poziomie. Pomyślałem, że z kolegami, którzy mają perfekcyjnie opanowany francuski, czy angielski, nie mogę konkurować, zorientowałem się więc na wschód. Zaproponowałem firmie Heroal otworzenie dla nich rynku polskiego. Potem wypowiedziałem ten kontrakt i wspólniez bratem zdecydowaliśmy się na produkcję okien.
A.K: Czemu Pan sam zaczął produkcję?
W.F: W Polsce nie było nikogo, trzeba było ludzi z innych branż nakłonić do wejścia w okna. Przekonywałem ich mocnymi argumentami, a oni się zastanawiali bo twierdzili, że nie wiadomo, czy to ktoś kupi. Męczyło mnie to przekonywanie i w pewnym momencie sam postanowiłem robić okna. Kupiliśmy z bratem naszą pierwszą paletę.
A.K: A skąd mieliście maszyny?
W.F: Kupiliśmy używane maszyny w Niemczech. Oczywiście to były podstawowe maszyny. Trzeba było do nich coś dorobić, poprawić. To mi się bardzo podobało, aczkolwiek dzisiaj już tego nie robię bo nie mam na to czasu. Wtedy nie mieliśmy żadnej frezarki do rowków odwadniających, więc zrobiłem ją sam.
A.K: Jak Pan zaczynał, to miał Pan jakiś kapitał czy zupełnie od zera?
W.F: Nie miałem żadnego. Zaraz po transformacji ustrojowej zaczynaliśmypraktycznie od zera. Jak miałem pierwsze zlecenia, to brałem tablice okuć Winkhausa i tylko patrzyłem do jakiego okna, jaki zamek...
A.K: Robił Pan kiedyś listę cięć?
W.F: Oczywiście. Chociaż te wymiary miało się w głowie. Przyszedł dany profil i wiedzieliśmy ile "odejmować"...
A.K: Miał Pan momenty w których myślał Pan o własnych systemach.
W.F: Myślę, że każdy miał. My też o tym myśleliśmy szczególnie jak Yawal wystartował. Gdybym był konstruktorem to bym w to wszedł, ale nie czułem się na tyle silny, aby konstruować.
A.K: Zauważyłem, że wasza firma analogicznie do oknonetu trzyma się ścisłego ukierunkowania. Trzymacie się merytorycznie branży i robicie to w logicznie optymalny sposób.
W.F: Chcemy w 100% obsłużyć klienta, który ma potrzeby branżowe. Jeżeli klient maniestandardowe oczekiwania to my szukamy rozwiązań i próbujemyje realizować. Wbrew pozorom w branży można sobie wszystko poukładać. Patrząc chociażby na okna piwniczne. Mamy na zachodzie firmy, które zajmują się tylko i wyłącznie produkcją okien piwnicznych. Mówili im, że to się nie opłaca, ale oni byli uparci i się wyspecjalizowali i mają teraz gamę okien pod piwnice. Wszystko mają dopięte do końca. To samo dzieje się w branży związanej z dachami, niektóre firmy chcą być np. tylko i wyłącznie dostawcą dachów. Jest to jakiś trend, który jest właściwy, bo powstają firmy zajmujące się dość specyficznym produktem. U nas w ogrodach zimowych nie jest tak łatwo, bo jest za dużo firm na rynku, które nie mają pełnej oferty. Każdy niby coś ma, że u niego też możesz zrobić ogród zimowy, ale jak przychodzi co do czego to okazuje się, że brakuje im podstawowych produktów typu rynna. Nie twierdzę, że nie można zrobić takiego ogrodu zimowego, ale to nie jest to.
A.K: Dla potwierdzenia: kiedyś klient poprosił mnie o wycenę zabudowy tarasu. Wybrał innego wykonawcę bo był zszokowany "wysoką" ceną. Spotkaliśmy się po paru latach, kiedy poprosił mnie na świadka w sądzie. Przyznam, że ta "tańsza" opcja zabudowy mnie przeraziła.
W.F: My zrobiliśmy w 1993 roku pierwszy dach jeszcze w systemie PVC i zapewniano nas, że nie będzie problemu. Zrobiliśmy podkonstrukcję stalową, okna z PVC odpowiednio przerabiane. Przez pierwsze 4 lata podczas każdej zmiany pory roku jeździliśmy do klienta i doszczelnialiśmy. To mnie wyleczyło ze wszystkich eksperymentów. I stwierdziłem jedną rzecz, że jak ktoś chce ogród zimowy to najważniejszą rzeczą jaka jest to jego szczelność. To, że on się ma podobać to jest ważne, ale najważniejsze jest to, żeby był szczelny.
A.K: Jak budujecie relacje z siecią partnerów, dealerów?
W.F: Różnie, w zależności od tego na jakim rynku. Generalnie najmniej wyedukowanym dealerem jest dealer w Polsce. To się powoli zmienia, wszyscy zaczynają nabierać doświadczeń. Zostają w branży Ci ludzie, którzy nie są tylko teoretykami. Zdecydowanie łatwiej jest współpracować na rynkach zagranicznych, czy to Niemieckim, czy Czeskim. Tam dealer ma świadomość, że odpowiedzialność za prawidłowe zdefiniowanie zlecenia jest po jego stronie. U nas naszym klientom się wydaje, że jak oni coś zamówią, my to zrealizujemy, a oni to źle sparametryzowali, że to jest nasz błąd. Branża ich tak wychowała. My się też do tego przyczyniliśmy i musimy się pod tym podpisać, ale myślę, że trend idzie już w inną stronę i zostaną tylko ludzie, którzy od podstaw potrafią zamówienie zrealizować.
A.K: Jaka mniej więcej jest dzisiaj wasza sieć dealerska?
W.F: Własne salony mamy tylko na Opolszczyźnie. Kiedyś przyjęliśmy taką strategię, zaczęliśmy na Opolszczyźnie sprzedawać przez nasze punkty handlowe. Później próbowaliśmy konkurować z naszymi dealerami, próbowaliśmy, jakoś to łączyć, ale na dłuższą skalę okazało się, że nam to nie wychodzi. W Polsce działamy głównie w rejonie Opolszczyzny i w rejonie południowej Polski. Na północy nie działamy w ogóle. Kiedyś działaliśmy w Warszawie.
A.K: Ale to był zamysł czy przypadek?
W.F: Było to wynikiem pewnych kroków, które podjęliśmy po wejściu do Unii Europejskiej decydując się na wejście nie tylko na Polski rynek, ale na rynki zagraniczne. Chcieliśmy umieć zrealizować oczekiwania klientów, którzy różnią się od klientów polskich. Poza tym dochodzi taka kwestia jak zróżnicowanie klimatyczne. Pierwsze miesiące roku były zawsze okresem ostrej walki o klienta. W bardziej umiarkowanych terenach Europy ten rynek jest niezmienny, w związku z tym powiedzieliśmy sobie, że będziemy szukać takich rynków, które skompensują nam zimę w Polsce. Stąd decyzja o eksporcie. Aczkolwiek on dotyczy głównie naszych sąsiadów – Czechów i Niemców.
A.K: Sprawnie zarządza Pan dużym biznesowym organizmem. Jak wyjść z pierwszego etapu powstawania firmy, odciąć się trochę od robienia wszystkiego samemu i jednocześnie nie stracić energii i zapału?
W.F: Do końca życia będę się tego uczył. Trzeba umieć „puścić” i to jest najważniejsza rzecz. Trzeba do tego dojrzeć. Firmę można porównać do dziecka. Przychodzi moment, gdy to dziecko potrzebuje więcej swobody, chce podejmować swoje decyzje. Ci, którzy potrafią odpowiednio dzieckiem pokierować i zaufać wtedy, kiedy trzeba, to nie będą doświadczali konfliktowych sytuacji. Bardzo ważne jest to, aby zaufać innym. Musimy też być sprawiedliwi w stosunku do innych, błędy są rzeczą naturalną i na nich się uczymy.
A.K: Na co Pan najbardziej zwraca uwagę podczas rekrutacji i jaka jest rola szefa?
W.F: Najmniej na kwalifikacje, bo uważam, że jeśli ktoś ma wszystkie inne cechy to w naszej branży się douczy. Najistotniejsza jest intuicja, musimy chcieć ze sobą obcować. Jeśli są idealne kwalifikacje, ale widzę, że między nami jest napięcie to nie ma sensu. A kto tworzy firmę? Ludzie i jest istotne, żeby umieli się zgrać. Decyzję należy oddać poszczególnym osobom z działów, w których nowo przyjęci będą pracować, bo oni będą ze sobą przebywać i współpracować. Współpracownicy często nie zdają sobie sprawy, że to oni są de facto tym szefem dla szefa. Bardzo istotny jest również klient. Uważam, że jeśli załoga będzie zadowolona z szefa, to szef będzie zadowolony z załogi. Szef bez ludzi jest bez szans, ludzie potrzebują kogoś, kto na zewnątrz będzie firmę reprezentował i w pewnym sensie nadawał kierunek działaniom firmy. Według mnie ludzie dzielą się na takich, którzy lubią podejmować decyzje i ci muszą mieć swobodę działania, i na takich, którzy tych decyzji nigdy nie podejmują. Na tym polega rola szefa, żeby dał na tyle dużą swobodę działania, aby każdy mógł realizować sam siebie. Jeślispotkają się dwa charaktery, które łapią się ze sobą zarogi i zaczynają ze sobą walczyć, to szef powinien tę energiętak spożytkować, aby była ona pożyteczna dla firmy, a nieprowadziła do wzajemnego zwalczania się ludzi.
A.K Dziękuję za inspirującą rozmowę i życzę powodzenia.



