Trzeba olbrzymiej determinacji, talentu, dyscypliny i przede wszystkim osiąganych sukcesów w sporcie, aby móc pomarzyć o wsparciu biznesu. Zwłaszcza sporty motorowe to wielkie emocje, a często jeszcze większe koszty. W Polsce zawodnik może mówić o prawdziwym szczęściu, jeśli znajdzie się w orbicie zainteresowań jakiejś firmy.
Patryk Leszczyński, menadżer sportowy związany ze sportami motorowymi, ocenia, że w Polsce nawet 95 procent startujących zawodników finansuje swoje starty na własną rękę. To prawdziwy wyczyn, biorąc pod uwagę, że koszty startu, choćby odnoszącego coraz większe sukcesy w popularnym Kia Lotos Race 16-letniego Karola Lubasa (partnerzy: Somfy, otoMoto.pl, Rallyshop.pl), to już teraz ok. 160 tys. zł, a z każdym rokiem mogą one tylko rosnąć. To koszty udziału, ale też utrzymania teamu zawodnika. W przypadku 16-letniego Karola to dwóch mechaników i jeden inżynier pracujący przy samochodzie, a także menadżer. Ciągle jeszcze z drużyną współpracuje też ojciec zawodnika.
Starty bardziej doświadczonych zawodników to często wielokrotność tej sumy. Cezarego Gutowskiego, dziennikarza „Przeglądu Sportowego” od lat piszącego o tym sporcie, zwłaszcza wyścigach Formuły 1, te wyliczenia nie dziwią: Sport motorowy od początku był pasją ludzi zamożnych, tych, których było stać na udział w nich, i tak w dużej mierze pozostało do dzisiaj. Zwłaszcza w Polsce ciężko jest znaleźć firmę, która zainwestowałaby w młodego zawodnika. To musi być naprawdę wyjątkowy talent, który ma dobrze w głowie „poukładane”, żeby w ogóle można było myśleć o jakiś sukcesach.
A rzadko zdarza się takie połączenie pasji, talentu i poważnego podejścia do sportu w młodym wieku. Przypadek Karola Lubasa, tegorocznego wicemistrza w Wyścigowych Mistrzostwach Polski KIA Picanto oraz wielokrotnego mistrza pucharów kartingowych, pokazuje, że żeby myśleć o prawdziwych sukcesach, należy mieć stałe wsparcie nie tylko rodziny, ale też profesjonalnego teamu i sponsorów, i to już od najmłodszych lat.
To jest biznes, a Karol jest jego głównym aktorem – stawia sprawę jasno Patryk Leszczyński, menadżer sportowy zawodnika. – Ma to szczęście, że już drugi rok z rzędu zaufała mu firma Somfy, że jego partnerem jest otoMoto.pl, co zapewnia mu kampanie reklamowe. Ale też i nasza sytuacja jest obecnie komfortowa. Karol nie musi już nic obiecywać, jest obecnym wicemistrzem i faworytem przyszłorocznych zawodów Kia Lotos Race.
W zamian za wsparcie finansowe zawodnik przede wszystkim ma pokazywać logo sponsora. Im więcej odnosi sukcesów i częściej o im mowa w mediach, tym większe wymierne korzyści dla wspierającego go biznesu. Szacuje się, że żeby zawodnik był kojarzony ze sponsorem, potrzebna jest co najmniej 2-3 letnia współpraca. Zazwyczaj też razem z umową sponsoringową zespół zawodnika proponuje tzw. pakiet medialny – to gwarancja, że logo firmy pojawi się w mediach.
Współpracę z Somfy rozpoczęliśmy w połowie roku 2013, kiedy pojawiłem się w świecie wyścigów samochodowych po wieloletnich startach w kartingu. Byliśmy bardzo szczęśliwi i zarazem pozytywnie zaskoczeni faktem, że firma podjęła współpracę z kimś, kto dopiero stawiał pierwsze kroki w samochodach. Zaufano mi, kiedy najbardziej tego potrzebowałem. Dziś po 1.5 roku stoimy na mega wysokim poziomie – podkreśla młody zawodnik.
W przypadku polskiego oddziału Somfy współpraca sponsoringowa z zawodnikiem to też debiut. – Trudno tu jeszcze mówić o wymiernych korzyściach. Cieszymy się z wyników Karola i mamy nadzieje, że poza tym, że wspieramy zawodnika, będzie to też wsparcie naszych działań reklamowych i PR-owych, które wzmocni naszą markę na polskim rynku – przekonuje Karolina Bednarz-Górska odpowiedzialna za działania marketingowe w tej firmie.
Tym bardziej, że sponsoring sportowy, jako narzędzie promocji stało, się jednym z najefektywniejszych kanałów komunikacji. Jego zalety dostrzegły marki nie tylko globalne, ale również krajowe. Orlen, Red Bull, 4F, Somfy, Drutex, Oknoplast – to firmy, które osiągają nie tylko wielkie sukcesy w biznesie, ale kojarzymy je coraz częściej ze sportem. Sponsoring sportowy w Polsce stanowi coraz większą część budżetu przeznaczanego przez firmy na promocję. Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że polskie firmy ustawiają się do zawodników w kolejce z propozycją współpracy. Bo o ile duża część dyscyplin, jak piłka nożna, siatkowa, tzw. sporty olimpijskie, mogą liczyć na wsparcie pieniędzy z budżetów firm, to już takie sporty jak np. wyścigi samochodowe muszą liczyć na siebie, choć koszty ich uprawiania sięgają setek i więcej tysięcy złotych, a nawet milionów.
Podstawowym błędem w ewaluacji sponsoringu jest ograniczenie tego procesu głównie do przełożenia go na ekwiwalent reklamowy – uważa Patryk Leszczyński. – Moim zdaniem, firmy powinny mieć przede wszystkim na uwadze to, co chcą osiągnąć. Jeżeli zależy im na błyskawicznym wzroście sprzedaży to na efekty, zwłaszcza w przypadku młodych zawodników, trzeba by było poczekać. Ale jeśli celem jest, by firma była kojarzona z czymś fajnym, pozytywnym, ociepleniem wizerunku – to jest to właśnie świetny sposób. My ciągle jeszcze wszyscy uczymy się marketingu sportowego.
Sponsoring sportowy nie budzi niechęci odbiorców, widząc sportowca z logo sponsorującej go firmy nie zmieniamy kanału, nie przestajemy czytać artykułu. Wręcz przeciwnie, im więcej takiego zawodnika widzimy, tym bardziej wbija nam się w pamięć i nazwa firmy. Umowy sponsoringowe ze sportowcami ciągle najczęściej są zawierane na rok. I to od sportowca i jego teamu zależy, czy będzie potrafił wykorzystać ten czas nie tylko na osiągnięcie sukcesów sportowych, ale też i takie zaprezentowanie siebie w mediach (a co za tym idzie i sponsora), żeby wypełnić wszystkie założenia umowy sponsorskiej. Nawet jeśli od razu nie przełoży się to na wymierne korzyści finansowe.





