Winkhaus to właściwie ikona branży, wiadomo też kto jest tego sukcesu personifikacją.
„Tak było, ale czy było tak naprawdę?”- wywiad z Kazimierzem Jaworskim.
Andrzej Kubicki: Zesmutkiem spostrzegam, że my Polacy fascynujemy się np. politykami,Lepperem, rzeczami, które tylko pozornie wpływają na naszlos i rozwój. Nie dostrzegamy prawdziwych twórców.Nie doceniamy etosu pracy, a ostatnio wokół słowa „biznes”zrobiły się jakieś takie…
Negatywnekonotacje... Jamam podobne odczucia, trudno tego nie zauważyć. Przyczyna jestjedna, tabloidyzacja mediów. Głośno jest o ludziach znanychz tego,... że są znani. Dorabia się ideologie na podstawie półzdania jakiegoś kontrowersyjnego polityka. Powstaje sążnistyartykuł i dziennikarz się doszukuje, co autor miał na myśli.Natomiast to, o czym Pan mówi, zostało skompromitowane wczasach komunizmu, po tych czasach „ludzi dobrej roboty” zostałwręcz odruch wymiotny. W tej chwili mnóstwo dziennikarzyzwraca się do każdej firmy, ale o artykuł sponsorowany. Jeżelichce się przedstawić jakieś swoje sukcesy, czy swoje myślenie natemat biznesu, trzeba za to zapłacić. Państwo macie tutaj doodegrania pozytywną rolę.
Właśniew ramach naszej misji bardzo chcemy przybliżyć Pana sylwetkę. Zjednej strony zrobił Pan kapitalną rzecz, aż trudno o przykładypodobne do Winkhaus, a z drugiej strony zawsze Pana odbierałem, jakoczłowieka skromnego.
Staramsię być skromnym człowiekiem, a nawet staram się mieć pokorę wsobie. Bo to jest też warunek zachowania właściwych proporcjipomiędzy tym, co o nas mówią pochlebcy, a tym corzeczywiście zostanie z naszych dokonań. Taka pokora i nieuleganieprzeświadczeniu o własnym geniuszu jest podstawą do powodzeniarównież w biznesie. Czasami mówię do swoichpracowników „jakzobaczycie, że się nadymam za bardzo, to przekłuwajcie ten balon”.
PanieKazimierzu, jak stał się Pan branżowcem?
W1990 r. trafiłem do firmy Elgaz z Gdyni, która była jednymz pierwszych producentów okien plastikowych. Po 1,5 rokuodszedłem, a niemiecki Winkhaus złożył mi propozycję, abymzostał ich handlowcem na polski rynek. Po 1,5 roku pracy przekonałemwłaścicieli, żeby tu założyć firmę. Została formalniezarejestrowana w listopadzie 1993 i podjęła działalnośćgospodarczą.
Czy wyobrażał Pan sobie wtedy tą skalę, która jest dzisiaj?
Nie,to przerosło moje wyobrażenia. Winkhaus był wtedy znaczniemniejszą firmą. Cała branża była mniejsza. Robiąc plany napierwsze 3 lata, na trzeci rok założyliśmy 10 milionów DM (co wydawało się fantastyczne), a sprzedaliśmy za 26. Coprawda tuż po czterdziestce się zaangażowałem, ale uznałemwtedy, że dostałem od niebios szansę i albo spróbujęudowodnić, że coś jestem wart, albo jestem do niczego. Nagle stałosię możliwe, że o tym czy człowiek odnosi sukces, nie decydujeprzynależność partyjna, układy czy znajomości, a coś o czymmarzyłem studiując (studiowałem ekonomię), bo w gospodarce sąbardzo jasne kryteria sukcesu. Uznałem, że albo tą szansęwykorzystam, albo będę w niedalekiej przyszłości sfrustrowanymemerytem, który będzie psioczył na kolejny rząd, żezamiast 16 zł to mu dał 10,30 zł podwyżki.
CoPana napędza? Czyli jak dobrze rozumiem, element sprawdzenia siebie?Wyzwanie?
Tak.To był potężny imperatyw, potężna siła, któraprzyczyniła się do tego, że podjąłem to wyzwanie zaczynając ibudując wszystko od zera. Przy czym trzeba dodać, że dostałemszansę jaką pewnie niewielu w życiu dostało, budowania tak jak toja widziałem. Nikt mi nic nie narzucał, nikt się nie wtrącał. Jaotwarcie mówię właścicielom firmy, że udało nam siędzięki temu, że nasiniemieccy koledzy nie mieli wtedy dla nas czasu.
Efektemtego jest to o czym wszyscy w branży wiedzą, że Winkhaus Polskajest inspiracją dla Całej Grupy Winkhaus.
Tak,jest cały szereg różnic od naszej macierzystej firmy i napewno odcisnęliśmy piętno na tych rynkach, którezaopatrujemy, mam na myśli Czechy, Ukrainę i Rosję. Tam myślą idziałają podobnie jak my. Rosja jest o tyle specyficznym krajem, żejest za duża, żeby to wszystko ogarnąć i poprowadzić czystowedług naszej recepty. Nauczeni własnym doświadczeniem nie narzucamy, nie karzemy, nie zmuszamy do niczego. To jest recepta nasukces.
PanieKazimierzu, powiedział Pan, że to recepta na sukces. Gdyby to byłotakie proste, to każdy by sobie ją przepisał i miał sukces.
Receptana sukces jest bardzo prosta. To jest tak, jak z definicją dziełasztuki. Odpowiedź też jest bardzo prosta. Abyotrzymać dzieło sztuki, należy zaangażować artystę. W biznesie– dobrego managera.
A co to znaczy dobry manager?
A czy będzie dobry, to się okazujedopiero w praktyce, niestety czasami po fakcie...
Winkhausbez przerwy coś bada, wchodzi w jakiś nowy obszar. Jest jakciekawski szczeniak, który nie ma zamiaru usiąść, dojrzeć,zestarzeć się. Pan nie ma w głowie szukania pozornegobezpieczeństwa...
Tak.Spokój jest na cmentarzu, a tam mi się nie spieszy. Natomiastw biznesie, w firmie, w życiu gospodarczym powinno się dziać. Mamtaką teorię, że każda firma co 10 lat musi wyglądać zupełnieinaczej. Ludzie muszą się zmienić, ponieważ rynek ciągle sięzmienia i stawia nowe wyzwania. To co było 10 lat temu ważne, albostało się standardem, albo nie ma żadnego znaczenia. Kiedyś ważnebyło w przetargach, że większość produktów musiała byćw Polsce wyprodukowana, wtedy można było uzyskać do 20% wyższą cenę. Dziś jesteśmy w Unii i to nie ma teraz żadnegoznaczenia. Jeszcze 10 – 12 lat temu o komputerach nikt nie słyszał.Kiedyś były obawy zetknięcia się z komputerami. Dziś trudnowyobrazić sobie pracę jakiejkolwiek firmy bez tego.
Możnazaryzykować stwierdzenie, że Winkhaus Polska odciska swoje piętnonie tylko na własnej grupie, ale na myśleniu całej branżyproducentów stolarki.
Staramysię myśleć o przyszłości, o tym co będzie dla klientównajważniejsze za lat kilka. Nie mówię, że za 10 – 15, botakiej wyobraźni pewnie nie mamy. Natomiast 5 lat temu na jednymseminarium powiedziałem klientom tak:
„Gdybyśmy5 lat temu zapytali, czego oczekujecie od Winkhausa, to byściepowiedzieli: obniżcieceny.Przez te 5 lat ceny i tak spadły, bo rynek to spowodował. Jeżeliobniżymy cenę o 2 – 3% na okucia, to tego i tak nie zauważycie.Natomiast jeżeli w zamian za to umożliwimy Wam dzięki naszymnarzędziom zaoszczędzenie na kosztach produkcji 5 – 6%, przy czymzaoszczędzenie to znaczy zmniejszenie marnotrawstwa, czasu,materiału i podwójnie wykonywanej roboty, zmniejszenie chaosuw firmie?”
Itą drogą idziemy. Załóżmy, że 100 zł kosztuje materiałna okno. To jakie znaczenie ma te 3 zł na okuciu, czy 6 zł nacałych materiałach, jeżeli dzięki naszemu oprogramowaniuzmniejszy się np. ilość niewłaściwie zamówionych szyb o10%? Nieważna jest cena, tylko ważny jest koszt. Ado kosztu trzeba doliczyć braki, wadliwe zamówienia,zamówienia dostarczone z opóźnieniem, bo ktoś ręcznieślęczy i ręcznie sumuje, dodaje i nigdy mu się to nie zgadza inie wie ile zamówić. W końcu zamawia czegoś z nadmiarem,czyli płaci dodatkowe pieniądze, a ile kosztują np. przestoje naprodukcji? Poszukiwaniaw organizacji są nieskończone. Można zawsze znaleźć innerozwiązania w całym procesie, logistyce tej produkcji.
PanieKazimierzu, a jaki był najgorszy moment w tym budowaniu? Pewnie niebyło łatwo?
Nieod samego początku tacy „genialni” byliśmy. Przez pierwsze 3 –4 lata to wszystko „samo szło”, wystarczyło tylko miećodpowiednią ilość towaru. Mnie wtedy spędzało sen z powiekpytanie:co będzie jak ta koniunktura się skończy i jak firma jestprzygotowana do tego?Myślenie o strategii zaczęliśmy jeszcze w latach tej prosperity.Wtedy firma była mniejsza, ale to były 32 osoby wiodące,wybijające się w firmie z całego przekroju łącznie zmagazynierami. Wybraliśmy drogę, którą do dzisiajskutecznie realizujemy. Najtrudniej to było wtedy właśnieprzekonać ludzi. Wiadomo, że w żadnej firmie nie ma 50 osób,które na tych samych falach nadają i odbierają. Dla wielugospodarka rynkowa była czymś zupełnie nowym. Mieliśmy momentyoporu wewnętrznego. Ale było kilka osób przekonanych, żerobimy słusznie. Dzięki ich konsekwencji i determinacji pozostalisię przekonali i ruszyło na zasadzie kuli śniegowej. W momenciekiedy przekroczyliśmy pewną masę krytyczną, liczba wątpiących,którzy byli pasywni, czy nawet wręcz czasami sabotowalidziałania zaczęła spadać. Jednak z niektórymi trzeba byłosię rozstać, co było bardzo przykre.
Zastanawiamsię jak napisać, aby to nie było płaskie pochlebstwo, ale opróczcharyzmy, cechą, która rzuca się w oczy w Pana przypadku topo prostu inteligencja i wiedza, Pan pewnie dużo czyta...
Powiemmoże bez fałszywej skromności, ale myślę, że coś w tym jest,spotykam takie opinie. Myślę, że umiejętność skupienia wokółsiebie ludzi, którzy podążają tą samą drogą jestkluczowa. Co do czytania to generalnie jestem pożeraczem słowadrukowanego. I polecam to każdemu, bo uważam, że z tego są tylkodobre efekty. Dla mnie takim kluczem do trzymania się ziemi i niebujania w obłokach, są słowa byłego komentatora w jednej zkomercyjnych telewizji amerykańskich, WalteraCronkite’a.Za każdym razem jak kończył wydanie wiadomości, to zwracałsię do widzów i mówił „takbyło, ale czy było tak naprawdę?”I to jest klucz do tego, aby patrzeć na to, co się samemu zrobiło.Bo wszyscy mamy tendencję do upiększania, idealizowania. Zawszetrzeba starać obiektywizować to, jakie są fakty, liczby, któreprzemawiają za tym, że jest tak, jak twierdzimy. Bo jeżeli ich niema, to chyba trochę za bardzo się nadymamy i trochę chyba zabardzo ten nasz sukces podkreślamy. A może on wcale nie jestsukcesem?
Zgodzisię Pan ze mną Panie Kazimierzu, że można mieć intelekt, żebydokonać analizy, ale można nie mieć odwagi, żeby się zmierzyć zprawdą?
Otóżto! Może dlatego mam taką luksusową sytuację, że nie chcę byćnikim więcej niż jestem, nie mam pewnych ambicji, ponieważ wstrukturze firmy osiągnąłem już dawno maksimum tego, co mogłemosiągnąć. Bo wyżej jest tylko właściciel, a tak się składa,że dla właścicieli to ja jestem personifikacją tego co tutajrobimy. Wobec braku poczucia zagrożenia, nie tracę czasu nazabezpieczenia, asekurację, z drugiej strony koncentruję się natym co jest do zrobienia, a nie na jakiś rozgrywkach o władzę czyo czyjeś akceptującespojrzenie. Być może to mi też pozwala na takie samokrytycznespojrzenie i przyznanie się do błędów. Napatrzyłem sięile spustoszenia w firmach może poczynić zachowanie satrapy, alboczłowieka, który się wszystkiego boi i na wszystko szukaasekuracji. Nie ma wtedy czasu ani pomysłów na rozwój.
Gdybymmógł Pana zapytać, jak Pan ocenia ten 2007 rok?
Mieliśmyrekordową sprzedaż w historii firmy (ok.400 milionów złotych – szacunek własny Oknonetu - przyp.red).Zanotowaliśmy postęp, aleto jest postęp konsekwentny, sukcesywny, taki jaki jest najbardziejzdrowy. Wszelkie skoki, nawet pozytywne też jednak kosztują, azałamania kosztują jeszcze więcej. Dzięki Bogu nie było anijednego ani drugiego.
Pytałemo najgorsze momenty, natomiast chciałem spytać o momenty, którenajwiększą przyjemność Panu sprawiły w tym budowaniu Winkhausa.Czy to był ten moment, kiedy siedzibę otwieraliście?
Siedzibęmoże sobie wybudować każdy, kto zarobił pieniądze czy wziąłkredyt. Natomiast mnie największą satysfakcję sprawia to, czego niewidać, czyli komunikacja internetowa z klientami i to, że my imdostarczamy nowoczesnych rozwiązań. Jeden z najprzyjemniejszychmomentów to np. chwila kiedy dzwoni do mnie właścicielkafirmy i mówi: Ja wróciłam do Was po pewnym czasie i chcę Panu powiedzieć,że jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Dzisiaj po rokuwspółpracy, siedzę w biurze przed komputerem i widzęwszystko, co się dzieje na produkcji, każde zlecenie w jakiej jestfazie zaawansowania. Jak kliknę to od razu mam wydajność liczonączy zużycie materiałów. Mam przegląd całej firmy online.Nie ma większego szczęścia niż to i dziękuję Panu bardzo za to,co zrobiliście.To był naprawdę bardzo przyjemny moment. Niewymuszony, płynącyz porywu serca. I to jest o wiele bardziej cenne niż całymarketing. 10 lat temu podgląd procesu produkcyjnego byłabstrakcją, ewentualnie za niewyobrażalne pieniądze. Dzisiajudostępniamy to klientom za symboliczne pieniądze, na któremoże sobie pozwolić firma średniej wielkości, a nawet mała. Takjak powiedział jeden z naszych ludzi: my odczarowaliśmy tą wiedzętajemną i uczyniliśmy ją przystępną dla każdego śmiertelnika.
Chciałbymwejść w Pana głowę i spojrzeć do przodu 5 lat.
Trudnodla całego świata coś powiedzieć. Natomiast ja twierdzę, że za4-5 lat, jak się skończą restrykcje dotyczące pracy Polakówna rynku niemieckim, to w Niemczech się prawie przestanie produkować okna. Dlatego, że wtedy każda polska firma będziemogła razem z montażem okna sprzedać. Namawiam, żeby nasi kliencisię do tego przygotowali, myśleli o tym. Żeby budowali swojeprzyczółki w tych krajach jak Austria, Niemcy. Ich przewagakonkurencyjna, cenowa wzrośnie zdecydowanie.
Aplany Winkhaus jako takiego?
Zakładamyw dalszym ciągu wzrost i przykładamy do rynku polskiego i dowschodnich rynków dużą wagę. Planujemy w Rosji zrobićpewne rzeczy, ale są jeszcze objęte tajemnicą. Natomiast w 2010roku zakładamy kolejną inwestycję w Polsce. Już niedługo więcejo tym będę mógł powiedzieć.
Ostanie,trochę nietypowe pytanie, co Pan teraz czyta?
Wtej chwili czytam „Skok smoka” po niemiecku, książka dotyczytzw. niebezpieczeństwa chińskiego i analizuje pytanie, czy Europamusi się gospodarczo obawiać Chin.
Musimysię obawiać, czy nie?
Wpewnym sensie tak, niektóre procesy są nieuniknione i trzebasię z nimi pogodzić, natomiast pewne rzeczy są wyolbrzymione.Jeżeli o naszą branżę chodzi, to mogę zapewnić, że nie mamysię czego bać, ale trzeba pilnować rozwoju...
Bardzodziękuję za rozmowę.



