Spotykamy się w słonecznym gabinecie z dominującym fasadowymprzeszkleniem, zaskakują nas ciepłe kolory i wystrój. Naszewcześniejsze spotkania były przelotne, targowe. Bogdan w pierwszymkontakcie wydaje się być trochę zamknięty, nawet szorstki. Jechałem na"imprezę" firmową z pewną obawą. Pierwsza rzecz jaka zaczęła zmieniaćmój obrazek to załoga. Rozbawieni, swobodni ludzie z absolutnym brakiemoznak napięcia czy sztywności, rodzinna atmosfera i niespotykanyogródek z basenem na terenie firmy.
Cokolwiek się o Was mówi, nawet jeśli zprzekąsem (zwłaszcza konkurencja) to zawsze przebija się jedna myśl,mianowicie to, że technicznie jesteście trudni do dogonienia. Gdzieleży tajemnica waszych umiejętności?
(Po dłuższym zastanowieniu...) Jajestem być może jedynym w tej specjalności szefem, który może w każdejchwili stanąć za maszynami... Ja sam nauczyłem się tej sztuki wNiemczech, ale co ciekawe, od dwóch pracujących tam Polaków. Byłemuważny, chciałem zrozumieć i wchłonąłem wszystkie tajniki, oczywiścieprawie wszystkie, uczymy się całe życie...
Ale to Ty, skąd wzięli się Wasi fachowcy? Pierwszychdwóch pracowników uczyłem równocześnie pracując nad marketingiem firmy.W ciągu dnia dziesiątki razy zmieniałem gumowy fartuch na strójhandlowca. Początki były trudne. Kiedy razem powoli posuwaliśmy się doprzodu, był telefon, ściągałem fartuch i rozmawiałem z klientem, kiedywracałem, oczywiście było źle zrobione (śmiech). Dopieropo 2 tygodniach coś drgnęło, złapali i było coraz mniej błędów. Przez 3miesiące jeszcze ich uczyłem, ale powoli robili się z nich fachowcy.Dzisiaj są lepsi ode mnie i bardzo mnie to cieszy. Ale najbardziej mniecieszy, że zasada 105% jest czymś naturalnym dla nich i naszej firmy.Wdrożenie tego było najtrudniejsze, bo dotyczyło naszej mentalności.Tłumaczyłem: "jak zrobisz na 100%, to zawsze Ci 5% "urwie". Nie mogli pojąć (śmiech), mówili, "e... tam, dobrze jest..."Ja byłem uparty, cisnąłem, aby robili na 105% i wtedy wychodzi na 100%.Pomału, pomału to przenikało i po dwóch! latach mogłem się z tegowyłączyć, a Oni zaczęli uczyć innych. Dzisiaj są najlepsi w Polsce, bezdwóch zdań!
A jak właściwie to się stało, że jesteś przedsiębiorcą a nie np. urzędnikiem?
A... pewien szklarz mnie zainspirował! W ogóle w biznesie jestem 20 lat, musiałem być biznesmenem, musiałem (śmiech).Pracowałem na początku w spółdzielni, mieszkałem 100 metrów obok inigdy nie mogłem zdążyć. Te 100 metrów zawsze biegiem w napięciu mniewykańczały (śmiech). Ale prawdziwym natchnieniem był dla mniepewien solecki szklarz. Moja historia jest taka: zawsze miałem trochęszczęścia, pracowałem na bardzo dobrych budowach, budowałem np. obecnyMariot, pracowałem z Anglikami, Szwedami, to były znakomitedoświadczenia. Przy okazji byłem diskdżokejem (śmiech),w czasach kawalerskich naprawdę nie narzekałem. Wtedy nagle zmarli moirodzice. Musiałem wrócić do Solca, zająć się rodziną, pracowałem wewspomnianej spółdzielni i dostałem zadanie zrobić klub i wymyśliłemsobie kolorowy sufit ze szkła. Potrzebowałem szkła i pół roku niemogłem go od tego szklarza dostać Bo albo on nie miał czym pojechać,albo przepił pieniądze z zaliczki. To mnie zastanowiło. Bo przecieżgdyby on robił to z sensem, to można by było milionerem zostać.Postanowiłem zostać szklarzem. Poszedłem na kurs, mam papiery i takpowstał zakład szklarski. Wziąłem kredyt, kupiłem skrzynię szkła i zniej po tygodniu kupiłem 3 skrzynie, po roku miałem sporo szkła,samochód, pracownika. Potem była firma ogólnobudowlana. Ale tego nikomunie życzę, w czasach komunistycznych pracować z murarzami itp..Postanowiłem pojechać do Niemiec. To był okres hossy, ale nagleniemiecka firma się "wyłożyła". No i my się wykładamy na 130 tyś DM. W1993 roku to było bardzo dużo, kłopoty, sądy... W tym okresie właśnienauczyłem się technologii gięcia łuków. To był okres poszukiwań, nawetpaprykę produkowałem. Aż postanowiłem wrócić do okien a konkretnie dołuków. Przekonałem firmę leasingową, znajomą do pożyczki i zaczęliśmy zżoną od zera. Startowaliśmy 8 lat temu z długiem 150 tys zł bezgwarancji, że się uda. Ale się zaparłem, marketing przeplatany zeszkoleniem ludzi, telefony bez przerwy, miałem wrażenie, że cały czasmam słuchawkę przy uchu. To uczy pokory. Zmieniłem się bardzo. Kiedyśbyłem nerwowy, za szybki... dzisiaj nauczyłem się wsłuchać, w to, comówi klient.
KSK powstało w 1992 roku, ale giąć zaczęliście w 1998 roku...
Tak,najpierw w Bydgoszczy, a w 99 roku przenieśliśmy się do SolcaKujawskiego. Dzisiaj to ponad 60 osób, 30 pełnych systemów namagazynie, ponad 1300 pozycji asortymentowych.
No właśnie,jak wy to ogarniacie? Zarządzanie 30-stoma systemami, to chyba jesttrudniejsze niż u producenta, produkującego nawet w kilkusystemach.
Najgorsze sąkawałki, a inwentaryzacja co miesiąc to niezła zabawa... (śmiech)
Jakiś programkomputerowy może zrobicie?
Jest program. Tylkoco z tego. Fizycznie odciąć trzeba tyle, ile potrzebne do gięcia.Na stanie jest np. 40 m, ale ile, w jakich odcinkach, to już nie masensu "wklepywać" w cokolwiek.
A jakby piłato jakoś zliczała?
No tak, tylkoprzy tej ilości systemów, musiała by je rozróżniać...To może by się dało zrobić, ale się nie opłaca. Do tegodochodzą takie szczegóły jak kolory: jednostronne,dwustronne, materiał: nasz albo powierzony, albo część naszego,część powierzonego... Nie ukrywam, że nie jest to łatwe.Codziennie wszytko jest na bieżąco, codziennie jest raport zprodukcji. Każde zlecenie ma ileś tabelek, które trzebaopisać. Przestrzegamy tu reżimu bardzo ostro, bez tegozginęlibyśmy. No i rozwijamy się nieustannie. A to naszenajnowsze dziecko. Zaprojektowaliśmy maszynę jakiej nie ma chyba naświecie. Uniwersalna frezarka do słupka, brzmi prosto, ale spróbujrównocześnie obrabiać 30 systemów i w łuku!
Ale ja tu widzę właściwie linię doprodukcji stolarki PVC...
Tak, ale to służy do obsługi naszychodbiorców. Nie nastawiamy się na 1000 szt. dziennie typówki.Każdy ma wybór, może zamówić łuk, zgrzewkę zesłupkiem lub bez, z okuciem, szybą... Roto, Siegenia... żadenproblem. A potem zrobimy następny dział, własne szyby. Taak...nasi klienci dostaną co chcą...
Zauważyłem bardzo dobre relacje z ludźmi.Zresztą widzę taką regułę, że jeśli firmie "wychodzi",to najwyraźniej ma to związek z tym, że ludzie czują siępodmiotem w firmie, dobrze się w niej czują. Ten ogródek ibasen to przejaw tego?
Tu jest milion litrów wody, jakbudowaliśmy cały kompleks, to była różnica wysokości iaby to podnieść, potrzebna była ziemia. Wybierając ją zrobiliśmydziurę więc pomysł na staw-basen powstał w naturalny sposób.Teraz to jest kąpielisko, jaka tu woda jest, czyściutka,filtrowana, krystaliczna. Latem załoga z rodzinami potrafi siedziećcały dzień. To jest niesamowity widok i przyjemność.
Ja chyba rozumiem dlaczego jesteście w tymmiejscu, kwestia 105% chyba to wyjaśnia... Trzebapilnować rzeczy podstawowej. Jeszcze spóźnić się dzieńczy 2, to da się przeżyć. Ale jak masz zepsuć produkt, to po cogo robić?! Najważniejsza jest jakość. To musi działać, a nietylko wyglądać!!! A największy skarb, to jeśli załoga jestdojrzała i wie, że od nich wszystko zależy. No i oczywiścietrzeba godziwie płacić. Co do ludzi, to jest proste przełożenie:jeśli Wy macie pieniądze, to ja mam pieniądze, jeśli ja mampieniądze to Wy macie pieniądze. Nie ma czegoś takiego, że jalatam helikopterem, a dla Was 500 zł na rękę.
O widzę zamówienie BUDVARU,prokurent BUDVARU Marek Trzciński startował do senatu, niestety nieudało się. Natomiast niedługo będzie u nas wywiad z RomkiemLudwiczukiem, branżowcem od lat... dziś jest senatorem... Opolityce myślałeś?
Myślałem, ale ja jestem cholerykiem, takimniegroźnym. Ale w polityce to gadają nie wprost. Sprawy załatwiasię latami, no i układy... Ja bym tego nie wytrzymał albo oni tegoby nie wytrzymali (śmiech). Po za tym, ja chce być Panem samegosiebie, na swoim. Jak przegram, to na własny rachunek, bez żadnychpretensji do innych.
A co myślisz o rynku?
Polacy się "tłuką" w Polsce.Przenieśliśmy się do Niemiec, "tłuczemy" się wNiemczech. Czesi i Słowacy nie mogą na nas patrzeć, bo Polacysprzedają za te same pieniądze w Niemczech, Czechach, co w Polsce.Nie wiem czy to wzajemne wybijanie się ma sens. Z jednej strony niewidać liberalizacji w Niemczech. Cała ściana wschodnia chętniezatrudniałaby Polaków do pracy, ale nie wolno. Z drugiejstrony napływ polskiej technologii, no może to za duże słowo,usług i produktów, jest tak duży, że Niemieccyprzedsiębiorcy zaczynają się zastanawiać, a nawet bać. Firma zPolski wchodząca do Niemiec z 48 oddziałami mówi, że wciągu paru dni jest w stanie dowieźć każde okno na każdą ulicę.Małe firmy jeszcze są, ale wystarczy że paru mocnych graczyzacznie ze sobą walczyć. Ale oni mogą ze sobą walczyć, podobnawielkość, podobna logistyka, lepiej zorganizowana lub gorzej. Dlanich "parę złotych" na oknie wystarczy, ale co majązrobić małe firmy? A mówiono, że duże firmy "popłyną".Okazuje się, że to nie prawda.... Owszem kilka popłynęło, alereszta dyktuje warunki.
A co to jest za miejsce ten Solec Kujawski,że tu firma przy firmie, każda ciekawsza od drugiej?
Zaczęło się od dużej inwestycji, czyli tzw.centrum radiowe, a potem park przemysłowy. Jest grunt, są ulgipodatkowe. No i klimat dla przedsiębiorców, to wystarczy...
Dla mnie to Ty i KSK, i cały Solec, jestprzykładem, w stronę którego powinna iść Polska.Przedsiębiorcy i jeszcze raz przedsiębiorcy, którym się nieprzeszkadza, nie postrzega ich jak krwiopijców. To lepszerozwiązanie niż uzbrojeni po zęby kontrolerzy państwowi.
Tak, damy radę... (śmiech)



