Reklama
Reklama

Okna Foltyn z perspektywy byłych pracowników i kontrahentów (aktualizacja)

7 listopada 2012 | Wyświetlenia: 3894
2012 11 05 144325
fot. niepoprawni.pl/grafika/dyskusja |

Pod koniec września opublikowaliśmy wywiad z Panem Łukaszem Foltyn z firmy Okna Foltyn w związku z docierającymi do nas sygnałami i krążącymi w sieci informacjami, że u tego producenta nie dzieje się najlepiej.

Pan Łukasz Foltyn opowiedział o zaistniałej sytuacji (przeczytaj wywiad), dementując również pojawiające się informacje o upadłości. Głosy w tej sprawie jednak nie umilkły, a wręcz przybrały na sile. Skontaktowała się z nami m.in. Pani Emilia Leśniak, była brygadzistka w Oknach Foltyn, która postanowiła opisać i przedstawić sprawę z własnej perspektywy. Pracowałam w Firmie Produkcja Okien PCV Łukasz Foltyn i wspólnicy Spółka Komandytowa w okresie od 03.09.2010r. do 11.02.2012 roku. Początkowo jako monter okien, a następnie jako brygadzista (od 15.03.2012 do 28.09.2012 roku). Na początku pracowało się tam dobrze, ale z czasem atmosfera w pracy zaczęła się robić napięta, ponieważ pracodawca nie szanował swoich pracowników i źle się o nich wyrażał, a także zdarzało się mu w nieodpowiedni sposób odnosić do pracowników. Zaczęły się opóźnienia w wypłatach, a także zaczęły się nam zmieniać godziny pracy. W pewnym momencie zaczęliśmy pracować w trybie nienormowanych godzinach pracy, ponieważ nie było żadnych norm i zasad. Pracownicy mieli obowiązek przychodzić do pracy na taką godzinę i pracować taką ilość godzin, jaką sobie zażyczył pracodawca, gdy pracownik nie chciał lub nie mógł w ten sposób pracować to pracodawca groził mu wypowiedzeniem umowy o pracę.

W sierpniu br. zostało zwolnionych około połowy pracowników, a pozostałych, w tym mnie, Pan Lukasz Foltyn zapewniał, że nie zwolni już nikogo, że mamy się nie martwić i nie wierzyć w plotki, że chce ogłosić upadłość lub zlikwidować działalność. Obiecywał, że zrobi wszystko, żeby firma przynosiła większe dochody i że poprawią nam się warunki pracy i warunki finansowe. W dniu 27.09.2012 roku Pan Lukasz Foltyn zrobił zebranie wszystkim swoim pracownikom i poinformował nas ustnie, że zwalnia nas wszystkich, ponieważ ogłasza upadłość i zamyka firmę. Uważam, że w sposób świadomy i wyrachowany celowo wprowadził mnie i innych pracowników w błąd, zapewniając nas, że mamy pewną pracę, a na dowód tego podawał nam swój wywiad udzielony na oknonet.pl. Celem wprowadzenia nas w błąd było wyprodukowanie przez nas okien bez wynagrodzenia. Poinformował nas także, że nie wypłaci nam naszych wynagrodzeń, że mamy się po wynagrodzenia zgłosić do FGŚP. Pracodawca nie rozwiązał ze mną i innymi pracownikami umowy w formie pisemnej w dniu 27.09.2012 roku, dlatego w dniu 28.09.2012r. rozwiązałam umowę o prace zgodnie z art.55 § 1 kodeksu pracy. Powodem rozwiązania umowy było ciężkie naruszenie obowiązków pracodawcy, tj. cyklicznie, powtarzające się co miesiąc nie wypłacanie wynagrodzenia w terminie. Wolałam zwolnić się sama, ponieważ bałam się, że mimo zwolnienia ustnego przez pracodawce będę musiała wykonywać pracę na rzecz pracodawcy i nie otrzymam za nią wynagrodzenia. Złożyłam wniosek w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych o sprawdzenie, czy pracodawca odprowadzał moje składki i z dokumentacji wynika, że nie odprowadził należnych składek za ostatnie dwa miesiące, tj. sierpień i wrzesień 2012 roku.

Z innymi pracownikami wyglądało to podobnie, tylko że większość pracowników poczekało na wypowiedzenia, ponieważ zależało im na odprawie itd. Są także osoby, które zwolniły się już w czerwcu lub lipcu i także do dzisiaj nie dostali należnych im wynagrodzeń. Udało nam się skontaktować również z jednym z kontrahentów Okien Foltyn, który świadczył tej firmie usługi transportowe.

Byłam lojalnym usługodawcą, w zasadzie pracowałam tylko dla nich. Kiedy przestali mi płacić praktycznie zostałam bez źródła dochodu. A przecież muszę płacić ZUS. Za wystawione faktury muszę odprowadzać podatek VAT. A pieniędzy nie ma. Kiedy sms-em poprosiłam o uregulowanie płatności (telefonów nikt w firmie nie odbiera) z zastrzeżeniem, że w przeciwnym razie udam się do sądu to żona właściciela odpisała mi, że mam sobie iść do tego sądu. Na dzień dzisiejszy zalegają mi około 16 tys i nic nie robią w tej sprawie. Mój radca prawny sprawdził tę sprawę w sądzie w Gliwicach i na dzień 24.10.2012 roku był złożony wniosek o likwidację [złożyliśmy prośbę o potwierdzenie tej informacji w Sądzie Rejonowym w Gliwicach – redakcja]. Nie mam nic przeciwko temu, aby podać swoje dane i nazwę firmy, ale ze wstydu, że miałam do czynienia z takimi kłamcami, wolę tego uniknąć, abym nie była z nimi kojarzona.Odpowiedź Sądu Rejonowego w Gliwicach [Aktualizacja z dnia 06/07.11.2012]:W odpowiedzi na pismo z dnia 5.11.2012r. przesłane drogą elektroniczną Sekretariat XII Wydział Gospodarczego dla spraw upadłościowych i naprawczych Sądu Rejonowego w Gliwicach informuje, iż w tut. wydziale do dnia 6.11.12r. godz. 8.55 nie zarejestrowano wniosku o ogłoszenie upadłości firmy: „Okna Foltyn” PRODUKCJA OKIEN PCV Łukasz Foltyn i Wspólnicy Sp. Komandytowa. P.o. kierownik sekretariatu Małgorzata Broniszewska.Z pisemnych informacji jakie otrzymali kontrahenci Okien Foltyn od tej firmy wynika, że firma postawiona jest w stan likwidacji. Podobny dopisek znajduje się też na części dokumentów, które otrzymali pracownicy, jednak nie potwierdza tego Sąd: W odpowiedzi na pismo z dnia 6.11.2012r. przesłane drogą elektroniczną  dotyczącą dłużnika: PRODUKCJA OKIEN PCV Łukasz Foltyn i Wspólnicy Sp. Komandytowa Sekretariat XII Wydział Gospodarczego dla spraw upadłościowych i naprawczych Sądu Rejonowego w Gliwicach informuje, iż nie wpłynął do tut. wydziału wniosek o likwidację. Z-ca kierownika sekretariatu Aleksandra Stasiak.

Otrzymaliśmy więcej informacji od byłych pracowników. Poniżej przytaczamy jedną z nich. Jej autor poprosił nas o anonimowość, więc spełniamy prośbę:Pracę w firmie Foltyn bardzo źle wspominam. Pracownicy byli wykorzystywani, zastraszani, był wprowadzany mobbing. Pracownicy byli wyzywani od złodziei, oszustów, nierobów. Pracownicy pracowali za najniższe wynagrodzenie (na umowie), choć w rzeczywistości dostawali różnice w kopercie, gdyż prezes stwierdził, że nie będzie płacił większych podatków i zusów. Byli zmuszani do pracy w nienormowanym czasie, tak jak pasowało właścicielom. Po nocce ludzie często musieli przyjść do pracy na godzinę 12 w południe, jeśli ktoś się odezwał, to nie był już potrzebny. Ciągły brak pieniędzy na wypłaty – ludzie dostawali wynagrodzenie z opóźnieniem 2-3 tygodnie i na raty, co szefostwo tłumaczyło tym, że nie ma pieniędzy, choć sami co miesiąc jeździli na ekskluzywne wczasy i zmieniali samochody na lepsze. Prezes, jak się coś komuś nie podobało, to mówił tak: "to nie jest koncert życzeń...".Próbowaliśmy uzyskać garść aktualnych informacji ze strony Okien Foltyn, jednak Pan Łukasz Foltyn nie odpowiada na telefony, maile i sms. [Aktualizacja z dnia 07.11.2012]O swojej pracy w Oknach Foltyn zdecydował się opowiedzieć kolejny były pracownik. Poprosił o zachowanie, chociażby tymczasowo, jego anonimowości, aby nie być kojarzonym z byłym pracodawcą (aktualnie pracuje już w innej firmie z branży).      Praca w firmie Okna Foltyn na początku przebiegała rewelacyjnie. Na początku, to znaczy wtedy, gdy zakład był w Kokoszycach. Były wielkie plany, wielkie zamówienia, wypłaty były na czas. Kto wie, może to była tylko taka zagrywka, żeby ludzi otumanić i później łatwiej zmanipulować. Wszystko zaczęło się sypać, kiedy postanowili przenieść zakład do Turzy Śląskiej. Wtedy zaczęły się kłopoty z dostawami i wypłatami. Kiedyś Pan Łukasz Foltyn zrobił zebranie i ogłosił, że wypłata za styczeń zostanie opóźniona o 4 dni, ale nie wspomniał, że nie opłaca nam Zusu i składek Pzu! O tym oszustwie z jego strony dowiedzieliśmy się dopiero teraz. Praca w Turzy Śląskiej zaczęła wyglądać jak jakiś koszmar – pracownicy chodzili jak im kazano na 8 rano, na 10, 12 czy 14. Po prostu jeden wielki kalejdoskop, a motywacji nie było żadnej. Każdy jednak pracował, bo wierzyliśmy, że uda nam się wyprowadzić firmę na prostą. Mogliśmy wykonywać od 200 do 300 okien dziennie, bez żadnego problemu, lecz jak się nie płaci za materiał, firmom transportowym… Ogólnie nikomu nie płacono, wszystko odbywało się na zasadzie jednego wielkiego kłamstwa. Czasami to już nie wiedzieliśmy, kto nam co przywozi, wszystkich tak podchodzili, że powinni za to otrzymać Oskara. Na dzień dzisiejszy żałuję, że nie odszedłem z tej firmy, kiedy była taka możliwość. Pozostałem u nich, będąc lojalnym pracownikiem, co mi się nie opłaciło.  I tak w końcu firma podupadła, bo tak się dzieje, jak zarządzają firmą osoby, które są cholerykami i nie potrafią płacić na czas dostawcom i pracownikom. Najbardziej denerwowało mnie to, że po materiał zaczęliśmy jeździć sami, czy to po szyby do Kielc, czy okucia do Tarnowskich Gór. To naprawdę przechodziło ludzkie wyobrażenie! Takiego czegoś nigdy nie widziałem i już nie chce oglądać. Dlatego jeszcze raz powtarzam: żałuję, że dałem im się omamić i byłem ich pracownikiem. Mam nauczkę na przyszłość, choć takich spraw nie da się przewidzieć! Chcieliśmy być lojalni i tak nas potraktowano za oddanie i lojalność.

Reklama
stratofolio.com.pl 04.05.26
Reklama