Reklama
Reklama

Honor jest podstawą egzystencji na rynku - Wywiad z Ryszardem Gubałą

28 czerwca 2007 | Wyświetlenia: 1638

Idąc tropem zaczynającej się w XI w., fascynującej historii wawelskich świątników, spotykaliśmy ludzi, których odwaga powinna być przedmiotem zazdrości wielu z nas. Zazdrości konstruktywnej, bo jak sam mówi w poniższym wywiadzie spadkobierca świątnickich tradycji rzemieślniczych, Ryszard Gubała, zazdrośćjest wielką chorobą dzisiejszego społeczeństwa. 

AndrzejParzonka:

Patrząc na początek działalności Pana firmy,na rok 65, myślę, że potrzeba było sporej determinacji, boprywatni przedsiębiorcy to byli wtedy „wrogowie systemu”.

RyszardGubała:

Gdyby nie tradycje rodzinne, to prawdopodobnie nic by ztego nie wyszło, a samozaparcie na pewno pomogło. Skończyłemszkołę w Świątnikach, która ma świetne tradycje i kiedyświelką satysfakcją było jej ukończenie. Absolwenci mieli większeumiejętności niż co niektórzy dzisiejsi inżynierowie,musieli umieć wszystko. Po szkole poszedłem na staż do huty, alehuta mnie niczym nie przyciągała. Po roku, wróciłem na„schedę” mojego dziadka, który był znanym kamieniarzem(jego figura do dnia dzisiejszego stoi w Myślenicach).

A.P.:Rzeczywiście Szkoła Ślusarska ma piękne tradycje, np. zrobiono wniej kutą lampę z orłem zdobiąca kryptę Adama Mickiewicza wKrólewskiej Katedrze na Wawelu. Pan też ma czym siępochwalić, prawda?

R.G.:Tak, w 1962 r, wykonałem dwazamki, którymi są zamknięte dwie komnaty na Wawelu. Byłyone całkowicie ręcznie robione. Zamki są formatu szkolnegozeszytu, z wielkimi kluczami. Śmialiśmy się, że są to kluczeŚwiętego Piotra do nieba. Wszystko to musiało być ręczniewykonane, wyszlifowane, w kuźni wykute na mosiądzu.

A.P. Onenadal są na Wawelu?

R.G.:Myślę, że są, ale niepotrafię określić, które komnaty są nimi zamknięta. Tylkozostałem o tym powiadomiony i jestem bardzo z tego dumny.

A.P.: Jakwłaściwie funkcjonowaliście w tamtych trudnych czasach?

R.G.: Było ciężko, trudno byłozdobyć kilo drutu czy parę kilogramów blachy, zawsze byliśmypoza marginesem. Byliśmy wypytywani – „kim jesteśmy, co toza firma?”. Prywatne firmy zawsze były odrzucane, zawsze byłyniżej w hierarchii niż te państwowe. Kiedyś u nas nadeszłyprawdziwie czarne chmury nad Świątnikami. Do więzienia trafiłoponad 100 rzemieślników. Mnie też wsadzili i to dwa miesiąceprzed zaplanowanym ślubem. Posądzali nas o łapówki, że takpłacimy za materiał. A jeżeli kg blachy kosztował 90gr, trzeba zaniego było dać 1,20zł. Inaczej w ogóle nie moglibyśmyfunkcjonować na rynku. Prawda była taka jaka była.

A.P.: Wjakich latach byliście w więzieniu?

R.G.: To były lata 1969- 71.Nazywamy to „czarne chmury nad Świątnikami”. To było bardzogłośne. Dzisiaj jest śmieszne, nikomu nic nie udowodnili, mimo toniektórzy koledzy siedzieli przeszło rok. Ja stawałem 9 razyprzed prokuratorem.

A.P.: Pewniewięcej absurdów było w czasów komunizmu...

R.G.: Mój dziadek robiłkłódki, ale po wojnie nie można było ich tutaj sprzedać.Mój ojciec brał kłódki, zawijał w papier i wkładałdo teczek czasem nawet w sumie ze 100kg. Wsiadał do pociągu ijechał z tym w drogę np. do sklepu w Gorzowie Wielkopolskim gdziemiał stałego odbiorcę, który sprzedawał najwięcej naszychwyrobów. Nieraz mu pomagałem z młodszym bratem, w zimiepomagaliśmy mu to wnosić do pociągu. Bywało, że łapała nasmilicja. Czasem było tak, że mieliśmy pół godziny dopociągu, a tu trzeba było wszystko wyjmować. W tych czasachmilicja była niezbyt rozgarnięta. Szukali, a nie wiedzieli czego.My byliśmy wrogami systemu, bo byliśmy kapitalistami (śmiech)

A.P.: Czyrazem z żoną budowaliście w firmę?

R.G.: Żona nie jest ze środowiskarzemieślniczego, ale bardzo się wciągnęła i dziś jestdoskonałym handlowcem.

A.P.: Czymiedzy wami prywatnymi rzemieślnikami była jakaś solidarność?

R.G.: Tak, byliśmy solidarni. Jaknie miał ktoś materiału, brakło jakiś prętów, to szedłdo kolegi i dostawał co potrzebował. Płatności wszystkie odbywałysię w terminie. Honor kiedyś, to była bardzo ważna rzecz. Zwartości, które kiedyś były przedstawiane na wielkichcokołach – Bóg, honor, ojczyzna, do dziś przetrwałoniewiele. Wielu ludzi w dzisiejszych czasach nie ma honoru. Całeżycie powtarzałem i powtarzam swoim dzieciom, że honorjest podstawą egzystencji na rynku.

A.P.: Kogoz świątnickich rzemieślników, wskazał by Pan jako przykładsukcesu?

R.G.: Jest jeden młody chłopak wartwskazania – Pan Jania, choć wywodzi się z innego środowiska, bonie miał tradycji rodzinnych, jeśli chodzi o ślusarstwo, to dziśjest wzorem do naśladowania. Założył firmę, w której nachwilę obecną pracuje ok. 100 osób i ta firma jest jegowizytówką znaną na całą Polskę.

A.P.: Jakpan ocenia swoją działalność z perspektywy czasu?

R.G.: Przeszedłem wiele w życiu,ale niczego nie żałuję, jestem dumny z tego co mam. Teraz mam 61lat i 70% firmy przekazałem średniemu synowi, a najmłodszy zajmuje się internetowym PRnaszej rodzinnej firmy. Bardzo ładnie kontynuują rodzinne tradycje.

A.P.: Dziękujęza rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

R.G.: Ja również dziękuję.

Reklama
stratofolio.com.pl 04.05.26
Reklama